sobota, 24 maja 2014

Drugi dzień cz. I


Cały wieczór rozmawiamy o spotkaniu Hermie i wizycie w jej domu. Nadia bardzo przeżywa spotkanie i nie ukrywa, jak bardzo kocha Hermie. Ogłasza nawet, że odtąd 16 maja będzie Dniem Sióstr. :) Ciekawe, jak będziemy obchodzili to nowe święto. 

Jemy też kupione przez Fe banany, mango i awokado. Nigdy wcześniej nie przepadałam za mango, ale smak świeżych filipińskich owoców zasadniczo różni się od tych, które kupowałam w supermarkecie. Banany i awokado też smakują inaczej... Raj dla wegetarianina!

Kiedy Nadia zasypia, zaczynamy się zastanawiać nad sytuacją rodziny Hermie. Nowy dom będą niedługo mieli, ale co z ich dochodem? Evan w czasie lunchu rozmawiał z tatą Hermie i dowiedział się, ze pracuje on 7 dni w tygodniu. Mama Hermie powiedziała nam, że jeśli połów jest dobry, to zarabia on 200 pesos na dzień (około 14 zł). Jeśli los nie dopisze, zarabia około połowy, czyli 7 zł. Dla całej rodziny potrzeba ryżu za co najmniej 85 pesos, więc nie ma mowy o niczym poza najbardziej podstawowym jedzeniem. Tata Hermie łowi wraz z dwoma najstarszymi  synami (z których jeden ma swoją rodzinę, a drugi wkrótce się żeni), jednak dostają oni na spółkę jedynie 1/3 połowu – właściciel łodzi zabiera 2/3. Trudno wyjść z biedy, kiedy zarabia się tak marnie. 

Rano czeka nas część druga spotkania z Hermie. Tak bardzo się cieszę, że udało nam się ją zorganizować! Jeden dzień nie wystarczyłby nam na nacieszenie się Hermie. O 9:30 przyjeżdża po nas Fe wynajętym mini busem. Jedziemy do lokalnego biura ChildFund, gdzie już czeka na nas Hermie wraz z Hernalyn i rodzicami. Z San Joaquin przyjechała z nimi Germma, która zabrała ich już na śniadanie. Przynosimy ze sobą kolejne prezenty :) :) :) Anielicę Hermie, poduszkę z imieniem Hermie, album z nagraną wiadomością, filipińską Barbie, buty, piłkę do siatkówki, strój kąpielowy i polskie słodycze. Hermie nie wie, co powiedzieć :) Myślę, że nie dowierza, iż to wszystko dzieje się naprawdę. Mówię Hermie, że to taka powtórka jej ostatnich urodzin, które były dla niej smutnym dniem. Wszyscy nam dziękują, znów robione są zdjęcia. Widzę kątem oka, że tata Hermie ociera łzy. 



Robimy kilka dodatkowych zdjęć kamerką w laptopie – mamy nadzieję, że kiedyś w przyszłości zrobimy sobie prawdziwe zdjęcie z Hermie w Nowym Jorku :)



Opuszczamy biuro i jedziemy do Muzeum w Iloilo. Po drodze Germma mówi, że rodzice Hermie nigdy jeszcze nie byli w Iloilo. Dla nich jest to pierwszy kontakt z większym miastem. Podróż kosztuje około 1,1 USD (w dwie strony to 100 pesos, czyli 7 zł) i nigdy nie było ich na to stać... Siedzimy w tym samym pojeździe, jednak nasze realia są tak różne. My widzimy przez okno piękne kościoły, palmy, ale i ogromną biedę. Porównujemy z wcześniejszymi obrazami, które widzieliśmy podczas naszych podróży. Co widzi za oknem 47-letni rybak, który nigdy nie był w oddalonej o godzinę jazdy stolicy swojej prowincji? Nie wiem i nie zamierzam udawać, że mam o tym jakieś pojęcie. Wiem jednak, że dziś zdarzyło się w jego życiu coś ważnego...

Skromniutkie muzeum wzbudza wielkie zainteresowanie rodziców Hermie. Tak samo wizyta w jednym z Kościołów. 


Fe

Hermie i Germma






Upał straszny, więc najbardziej odpowiada nam czas spędzony w klimatyzowanym busiku :) Nadia cały czas siedzi z Hermie. Robią sobie masę zdjęć, oglądają krótkie filmiki na iPhon'ie, przytulają się i całują. Przepiękny widok. Szkoda, że ta starsza siostrzyczka musi tu pozostać...


Lunch zaplanowałam w restauracji, która zajęła I miejsce w rankingu na najlepszą restaurację w Iloilo. Fe jej nie zna, ale ja mam adres, więc szczęśliwie ją znajdujemy w nowoczesnym pasażu. Alfami jest włoską restauracją, ale jej kuchnia służy 3 różnym restauracjom, więc można zamawiać dania z każdej z nich. Każdy z nas znajduje coś dla siebie, a rodzina Hermie ma okazję doświadczyć kolejnego niezwykłego posiłku. 



Kiedy kończymy jeść, zadajemy pytania na temat łodzi. Ile kosztuje, czy tata Hermie umiałby obchodzić się z nią, jak poradziłby sobie z kosztami, gdzie by ją trzymał itd. Rozmawiamy też o nowym domu. 2 razy w życiu podjęłam ważne decyzje bez żadnych konsultacji z Evanem – dziś jest tym drugim razem. Już wczoraj powstał mi w głowie ten pomysł, ale musiałam się upewnić zanim go obwieściłam. Siadam przy rodzicach Hermie i prosze Germmę o dokładne tłumaczenie moich słów. Mówię, że Hermie jest jednym z naszych dzieci adopcyjnych i że wzięliśmy ją pod opiekę 3 miesiące po śmierci najważniejszej dla mnie osoby – mojej Mamy. Wybraliśmy wówczas Hermie, gdyż przypominała nam moją Mamę. Później okazało się, że nawet jej urodziny są w tym samym miesiącu, co mojej Mamy. Opowiadam, że po śmierci Mamy dostałam trochę pieniędzy. Z większości zafundowałam 250 kur dla szpitala w Zambii, ale mam jeszcze tyle, że chcę przeznaczyć je na łódź dla taty Hermie, aby mógł zacząć lepiej zarabiać i aby ich los się w końcu odmienił. Kiedy to mówię, kilka łez spływa mi po policzkach. Zarówno Germma i Fe zaczynają płakać, a kiedy moje słowa zostają przetłumaczone, płaczemy już wszyscy. Siedząca obok mnie mama Hermie chwyta mnie za rękę, mocno ją ściska, dziękuje, całuje moje dłonie... Oblicze taty Hermie całkowicie się zmienia. Na twarzy pojawia się uśmiech i prawie można usłyszeć kamień spadający z jego serca. Oto dostaje on szansę na poprawienie losu swojej rodziny, a wraz z nim jego synowie, którzy pracując z nim na partnerskich warunkach będą mogli zapewnić o wiele więcej swoim rodzinom...

cdn...

12 komentarzy:

  1. Bernadko jeśli wraz z Evanem nigdy niec więcej dobrego byście nie zrobili to i tak za to co zrobiliście ( nie mówię tylko o całym Waszym życiu) podczas odwiedzin u Hermie i jej najbliższych to miejsce w Niebie macie zapewnione...Jesteście cudownymi narzędziami w rękach Boga, a dla Hermie i rodziny Jego uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ Dziekuje Kamilko! ♥ ♥ ♥ ♥ ♥

      Usuń
  2. No i cuda się zdarzają ..... nie tylko w bajkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta wizyta to jedna dluuuga i piekna bajka :)

      Usuń
  3. Cuda się zdarzają i marzenia się spełniają :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie moglam skończyc czytać ....łzy nie pozwalały

    OdpowiedzUsuń
  5. Ogromnie się wzruszyłam i brak mi jest słów by to wzruszenie wypowiedzieć. Wielokrotnie dawałaś powody do wzruszeń ale ten jest zupełnie wyjątkowy! Jesteście Wspaniałymi ludźmi! W naszych czasach, poza ludźmi zwyczajnie pomagającymi, wielu ludziom zbyt trudno jest w ogóle wyciągnąć rękę, by komuś pomóc, są też tacy, którzy pomagają na coś licząc, albo na wdzięczność albo na splendor albo na zależność osoby otrzymującej pomoc a Ty robisz to tak, by z Twoją pomocą, człowiek samodzielnie mógł się wydźwignąć z trudnej sytuacji i mieć szacunek do samego siebie. To najwyższa klasa pomagania z jaką się spotkałam w życiu i znać Cię osobiście to wielki honor!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje Inez! Mam nadzieje, ze wlasnie tak ta pomoc jest odbierana przez rodzine Hermie. Pozdrawiam cieplutko! ♥

      Usuń
  6. "Szczęście nie płynie z tego jak wiele posiadasz, tylko jak bardzo potrafisz się tym cieszyć." Dziękuję Bernadko, że dzielisz się Twoją podróżą :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cala przyjemnosc po mojej stronie Aniu :) Dziekuje, ze nam towarzyszyliscie :)

      Usuń